ranking

Wszyscy lubimy rankingi filmowe. Ok, może nie wszyscy, ale duża ilość z nas. Czy to układać je samemu, co czasem sprawia sporo frajdy, ale również przyprawia o duży ból głowy, kiedy zastanawiamy się, który film podobał nam się bardziej i do którego miejsca go przypisać, czy też oceniać rankingi tworzone przez innych. I mam wrażenie, że to drugie lubimy chyba jeszcze bardziej.

Po pierwsze dlatego, że czujemy się pewniej, kiedy ktoś na czołowych pozycjach umieszcza filmy, które także nam się podobają, a po drugie, ponieważ możemy się z kimś takim nie zgodzić i wytknąć mu jak bardzo się nie zna i nie ma racji.

Oczywiście większość się do tego nie przyzna, ale często jest tak, że naszym pierwszym wrażeniem jest – jak autor mógł umieścić wyżej film X od filmu Y? I dopiero po chwili dochodzi do nas myśl, że przecież każdy z nas jest inny i to co podoba się nam, może nie koniecznie podobać się tworzącemu dany ranking. I jest to w porządku, bo (to będzie trochę banał co napiszę, ale co mi tam) jesteśmy różni i i to, co przemawia akurat do nas w danym dziele, może nie znajdować aprobaty u innych. Najważniejsze, żeby uszanować zdanie drugiej osoby.

Ok, a więc, jak już poklepaliśmy się wszyscy po plecach czas wsadzić kij w mrowisko. W ten weekend odbędzie się premiera jednego z najważniejszych filmów tego roku, czyli Infinity War. Po 10 latach od powstania pierwszego Iron Mana doszliśmy do momentu, przez wielu określanego jako kulminacyjny punkt Marvel Cinematic Universe, co jest trochę błędem, ponieważ ten moment będzie miał miejsce wraz z premierą Avengers 4. Niemniej MCU, które stało się niewątpliwie fenomenem współczesnego kina, będąc pierwszym w historii tak powiązanym ze sobą filmowym uniwersum ma w swoim dorobku już 18 produkcji. Produkcji lepszych, gorszych, rozczarowujących, zaskakujących czy też momentami niezwykle kreatywnych, starających się być czasem czymś więcej niż tylko kinem bazującym na „postaciach w obcisłych kostiumach i pelerynach”, a czasem będących niczym nie skrępowaną, świetną rozrywką.

W związku z tym, bo jak napisałem kilka akapitów wyżej – lubimy filmowe rankingi, postanowiłem stworzyć swój i podzielić się nim z wami. I pomimo że wspominałem już o tym, to napiszę raz jeszcze, że jest to mój ranking i prawdopodobieństwo, że kogoś z was byłby dokładnie taki sam jest bardzo niski. Więc jeśli ktoś z was na miejscu nr 1 ma pierwszych Avengers, drugiego Thora, Black Panthera lub Incredible Hulka to super. Każdy z nas ma przecież inny gust, więc napiszcie w komentarzach jaki jest wasz albo dlaczego uważacie, że któryś z filmów umieściłem według was zbyt wysoko lub zbyt nisko. Zawsze możemy na ten temat podyskutować i być może ktoś z was przekona mnie do swoich racji i następnym razem mój ranking będzie wyglądał zupełnie inaczej.

To w sumie tyle tytułem wstępu. Może na koniec dodam jeszcze, że by podnieść trochę napięcie lista będzie zaczynać się od miejsca 18, a nie od numeru nr 1. To nie jest też jakaś moja definitywna i ostateczna kolejność, ponieważ kto wie, czy oglądając kiedyś te filmy ponownie z perspektywy czasu nie doceniłbym niektórych z nich bardziej i jakoś nie pozmieniał kolejności. Tak jednak wygląda ona teraz, na tę chwilę, tuż przed premierą Infinity War.

To tyle, także już nie przedłużając zaczynajmy.

iron man 2
© TM &2010 Marvel2010 MVLFFLLC

18. Iron Man 2

Zdecydowanie najsłabszy film MCU. Nie ma w nim prawie nic godnego uwagi, może tylko poza tym, że pomiędzy Tonym Statkiem, a Pepper Potts jest dalej świetna chemia i na końcu decydują się być razem. Plus zmienił się jeszcze aktor grający Rodhy’ego.

Złoczyńcy są fatalni, zarówno Sam Rockwell, w roli kolejnego biznesmena, starającego się powtórzyć wyczyn Starka (cholera, czy gdzieś już tego nie było? A tak, przecież w pierwszej części), jak i Mickey Rourke, którego motywacji już w sumie szczególnie nie pamiętam.

Sama fabuła jest mocno przeciętna, a Black Widow wprowadzona, bo trzeba ją było umieścić w którymś filmie przed Avengers. Poza tym jak porówna się jej występ w postaci partnera dla głównego bohatera tutaj do drugiej części przygód Kapitana Ameryki to jest to niebo a ziemia. Niemniej jest jeden aspekt, przy którym warto się zatrzymać i tylko szkoda, że jeszcze w tym samym filmie zostaje zamieciony pod dywan i więcej się o tym już nie wspomina. Mianowicie używanie zbroi przez Starka źle wpływa na jego zdrowie i zatruwa jego ciało, i był to fajny motyw, jaką cenę musi ponosić protagonista kosztem swojego super bohaterstwa. Później jednak Tony wynajduje nowy pierwiastek, wrzuca go do zbroi i sprawa się rozwiązuje. Trochę zmarnowany potencjał.

Także jeśli chodzi o całokształt to nie specjalnie polecam, chyba, że ktoś jest wielkim fanem Roberta Downey’a Jr. i jak teraz o tym myślę to robiąc sobie powtórkę całego MCU można ten film śmiało pominąć i nic się na tym nie straci. Mam wrażenie, że akurat ta część powstała, bo pierwsza okazała się tak dużym sukcesem i na fali popularności podjęto decyzję, żeby nakręcić drugą część.

the incredible hulk 2
© 2008 – Universal Studios

17. The Incredible Hulk

Incredible Hulka obejrzałem dopiero drugi raz i byłem zaskoczony jak dobrze ogląda się pierwszy akt tego filmu. Geneza bohatera i to jak Bruce Banner stał się wielkim zielonym potworem jest przedstawiona w trakcie napisów początkowych i jest to świetny zabieg, bo zaraz po tym zostajemy wrzuceni w akcję bez zbędnego przedłużania i pokazywania jak do tego wszystkiego doszło. Tym bardziej, że był to już drugi film o Hulku w ciągu pięciu lat.

Bardzo fajnie przedstawione jest to, w jaki sposób Banner radzi sobie jako człowiek i jak próbuje robić wszystko, byle tylko nie zamienić się w Hulka i przy okazji nie dać się namierzyć próbującemu cały czas go szukać generałowi Rossowi. Dość ciekawym zabiegiem jest to, że Hulka w pełni okazałości, w dziennym świetle możemy zobaczyć gdzieś dopiero w połowie filmu, ale to w zasadzie jedyne plusy. Niestety w tym przypadku CGI nie jest już tak dobre, jak teraz i efekty w tym filmie trochę się postarzały.

Postać Blonsky’ego jest fatalna, bo sprowadza się w sumie tylko do tego, że chce wpieprzyć Hulkowi, a grana przez Liv Tyler Betty Rose jest nijaka i momentami nie do oglądania. Edward Norton jako Banner też zresztą specjalnie nie przekonuje i zastąpienie go w Avengers Markiem Ruffalo to była naprawdę świetna decyzja. No i wątek romantyczny pomiędzy parą głównych bohaterów też jest żaden.

Generalnie również nie jest to film, do którego warto się wracać.

thor the dark world
© 2013 – Marvel Studios

16. Thor: The Dark World

Pamiętam, że jak wyszedłem z kina z tego filmu z przyjaciółmi to byliśmy naprawdę podjarani. Skończyło się po czteropaku na głowę i długiej dyskusji o każdym aspekcie produkcji.

Teraz z perspektywy czasu, zastanawiam się czym tak bardzo się podniecaliśmy. Malekith jest beznadziejnym złoczyńcą, wątek miłosny pomiędzy Jane a Thorem jest meh, a kiedy bohaterowie tylko pojawiają się na ziemi to wieje straszną nudą.

Zdecydowanie najciekawszym aspektem jest relacja Thora i Lokiego i ich love-hate relationship (wybaczcie za angielski odpowiednik), a także wszystko, co dzieje się w Asgardzie. Wszystkie sceny w więzieniu z Lokim, szczególnie te, kiedy rozpacza po zamordowaniu Friggy, jej pogrzeb, cały motyw ucieczki z Asgardu. A, no i humor w tym filmie bardzo przypadł mi do gustu. Uwielbiam szczególnie dialog pomiędzy Darcy a Thorem, którego fragmentu akurat nie mogę znaleźć w sieci, ale miał miejsce w momencie, kiedy Thor przybył na ziemię. Jane na chwilę gdzieś odeszła i Darcy tak kompletnie z niczego zapytała się Thora jak tam kosmos, na co ten odpowiedział, że kosmos jest w porządku. To ten rodzaj niezręcznego humoru, który ja uwielbiam, a którego np. w trzecim Thorze jest mnóstwo.

Plus druga część przygód boga piorunów ma najlepsze cameo z wszystkich filmów w MCU. I nie mówię tu wcale o Stanie Lee.

age of ultron
© 2014 – Walt Disney Studios

15. Avengers: Age of Ultron

Chyba największe rozczarowanie spośród wszystkich filmów MCU. Pamiętam, że zwiastuny zapowiadały zupełnie co innego, a dostaliśmy typową super bohaterską napierdalankę. I czasem nie ma nic z złego w typowej super bohaterskiej napierdalance, bo teraz kiedy wiedziałem czego się spodziewać oglądało mi się całość dużo przyjemniej, jednak pamiętam, ze po wyjściu z kina byłem nieco zawiedziony.

W tym filmie jest sporo wad, jak kąpiel Thora w jeziorku, niby romans pomiędzy Black Widowa a Bannerem lub to, że Starka, pomimo tego, że stworzył super śmiercionośnego robota nie spotykają praktyczne żadne konsekwencje. Ot, daje sobie spokój z Avengers przekazując pałeczkę Steve’owi Rogerowi, a samemu odjeżdżając samochodem w stronę zachodzącego słońca.

I celowo wspominam tu o Ultronie, bo to zmarnowany potencjał. Robot, który miał pewnie wzbudzać lęk i niepokój, wzbudza jedynie uśmiech politowania, będąc rzucającym dowcipami robotem, które w dodatku są w większości przypadków kiepskie.

Tylko jedna scena z nim jest naprawdę świetna, kiedy cytując Pinokia ujawnia się pierwszy raz Avengers, zaraz po tym, jak ci po kolei próbuja podnieść młot Thora, co swoją drogą jest jedną z najfajniejszych scen w całym MCU. To właśnie wtedy Ultron jest taki, jaki powinien być. Przerażający.

Potem właściwie nie udaje się mu już wskoczyć na ten poziom. I tak po skończeniu tego filmu zastanawiałem się, czy Ultron naprawdę został zniszczony, bo niby to właśnie Vision jest tym, który tego dokonuje, ale czy na pewno? Nie mamy tego dokładnie pokazane. Widzimy ich ostatnią rozmowę i potem z oddali błysk, pochodzący pewnie z Kamienia Nieskończoności. Może Ultronowi udało się przenieść swoją część do Visiona i kiedyś jeszcze zobaczymy go na ekranie w dużo lepszej wersji, z jakimś lepszym pomysłem, bo szkoda, żeby taki przeciwnik został tak zmarnowany i źle przedstawiony w adaptacji.

Co do sceny z młotem równie fantastyczne jest to w jaki sposób Avengers decydują się zaufać Visionowi. Kiedy tylko podnosi młot, wiedzą już dokładnie, że jest po ich stronie. To był bardzo prosty zabieg, ale zadział świetnie, momentalnie pokazując wszystkim, że Vision jest z tych dobrych.

thor 1
© 2011 – Paramount Pictures

14. Thor

Film, który bardziej doceniłem po latach, bo kiedy obejrzałem go po raz pierwszy w ogóle mi się nie podobał. Teraz mam o nim lepsze zdanie, choć i tak jest to dość niska pozycja na mojej liście. Po prostu pozostałe filmy lubię bardziej.

Coś, za co trzeba docenić ten film to, że udało mu się przenieść na ekran postać Thora, co na pewno nie było łatwym konceptem, jednak dzięki Kennethowi Branaghowi, który przerobił całą historię na szekspirowską modłę wyszło to całkiem nieźle.

No i to właśnie ten film jest początkiem tej trudnej relacji pomiędzy Thorem i Lokim, a to zdecydowanie jest najmocniejszym punktem każdego filmu o bogu piorunów.

doctor strange 2
© 2015 – Marvel Studios

13. Doctor Strange

Gdyby ten film powstał w pierwszej, a nawet w drugiej fazie to zrobiłby pewnie większe wrażenie. A tak, to jest to dość standardowe origin story z Tonym Starkiem jako głównym bohaterem, który zamiast technologii ma do dyspozycji magię.

I nie zrozumcie mnie źle, to, że umieściłem go tak nisko, wcale nie oznacza, że uważam ten film za słaby. Jest ok, ale tylko ok.

To trochę zmarnowany potencjał, biorąc pod uwagę jak np. taki Black Panther, który również jest jego pierwszym filmem potrafił świetnie rozbudować cały świat dookoła głównego bohatera. Tutaj mi tego brakuje, bo choć Stephen Strange trafia do Kamar-Taj,to nie eksploruje tego miejsca, tak jak by mógł. Tak samo zresztą jest mocno zachowawczy, jeśli o chodzi o te wszystkie wymiary.

Niewątpliwie jednak trzeba pochwalić aktorów, ponieważ Benedict Cumberbatch (kiedyś miałem cholerny problem jak wymówić poprawnie jego imię i nazwisko) jest fantastyczny jako Docotr Strange, tak łysa Tilda Swinton kradnie moim zdaniem każdą scenę w której się pojawia.

Na koniec jeszcze dodam, że walki magów są zaprezentowane naprawdę pomysłowo i liczę, że w kolejnej części twórcy będą jeszcze bardziej kreatywni pod tym względem. Do tego sposób w jaki Strange rozprawia się z Dormammu również jest ciekawie poprowadzony. Tutaj bohater pokonuje antagonistę w zupełnie inny sposób w porównaniu do dotychczasowych filmów MCU. A, no i peleryna Strange’a jest fantastyczna i nie wiem czemu, ale przypomina mi latający dywan z disneyowskiego Alladyna. Zawsze chciałem mieć taki dywan, ale teraz chyba bardziej wolałbym tę pelerynę.

12/11. Iron Man/Captain Amercica: The First Avenger

Jedyny remis na tej liście, ponieważ myślałem nad tym od kilku dni i do tej pory nie jestem w stanie zdecydować, który z tych filmów bardziej lubię.

Iron Mana pierwszy raz oglądałem nie w kinie, tylko na DVD i chyba z mamą, i pamiętam, że obu nam bardzo się podobał. To chyba jedna z najlepszych genez wśród filmów o superbohaterach w ogóle, ponieważ niesamowicie przyjemnie ogląda się to, jak Tony Stark staje się Iron Manem. Od jego porwania, poprzez wykucie pierwszej zbroi do pierwszej akcji na bliskim Wschodzie.

Fakt, że trzeci akt filmu, jak zresztą u wszystkich Iron Manów jest bardzo słaby, ale to wcale nie przeszkodziło produkcji okazać się prawdziwym hitem i to głównie za sprawą Roberta Downey’a Juniora, który nie gra Tony’ego Starka, tylko jest Tonym Starkiem. To chyba jeden z najlepszych castingów do jakiejkolwiek roli kiedykolwiek.

Do tego między nim a Pepper Pots jest rewelacyjna chemia, a ostatnia scena w filmie spowodował u mnie opad szczęki, bo w ogóle nie spodziewałem się, że główny bohater przyzna się, że jest superbohaterem. Raczej wtedy królowała tendencja ukrywania swojej sekretnej tożsamości, przynajmniej w filmach i to było dla mnie czymś zupełnie nowym i świeżym.

Jeśli chodzi o Kapitana Amerykę to tu jest podobnie. Jego droga od chorowitego, cherlawego chłopaka z Brooklynu do symbolu, jakim się stał jest również przeprowadzona niemal bezbłędnie. W zasadzie wszystko, co musisz o nim wiedzieć sprowadza się do tej sceny.

To jest właśnie kwintesencja Steve’a Rogersa i to, że to wcale nie super serum sprawiło, że jest bohaterem tylko jego charakter i to jakim jest człowiekiem.

Do tego podobało mi się, że w tej części Cap współpracuje z ojcem Tony’ego Starka. Sprawiało to wrażenie, że to uniwersum jest naprawdę ze sobą powiązane. Nie można też zapomnieć o świetnym wprowadzeniu do filmu jednego z najbardziej kuriozalnych kostiumów super bohaterskich i o świetnej chemii pomiędzy Stevem, a Peggy Carter, porównywalnej do tej pomiędzy Tonym a Pepper.

iron man 3
© 2012 MVLFFLLC. TM &2012 Marvel

10. Iron Man 3

Trzecią część Człowieka z Żelaza miałem niedawno okazję obejrzeć dopiero drugi raz. Był to do tej pory jedyny film MCU, który widziałem tylko raz, ponieważ pamiętam, że byłem bardzo rozczarowany po pierwszym seansie.

Przede wszystkim za twist z Madarynem, który w zwiastunach szykował się nam na głównego przeciwnika, do tego zapowiadano, że to będzie ciężka i mroczna historia, która w rzeczywistości się taka nie okazała. Niemniej teraz byłem pod niemałym wrażeniem, jak dobrze mi się całość oglądało. Bardzo dobrym zabiegiem jest pokazanie, jak wydarzenia z Avengers odbiły się na zdrowiu psychicznym Starka. To coś czego do tej pory w tego typu filmach nie mieliśmy i coś, co dalej siedziało w Tonym podczas wydarzeń w Age of Ultron, gdy padł ofiarą działań mocy Scarlet Witch.

Po raz kolejny oczywiście nie działa tu trzeci akt, cały wątek z Extremist jest słaby, a Guy Pearce ziejący ogniem to prawdziwe kuriozum, jednak ostatnia walka z tymi wszystkimi zbrojami stworzonymi przez Starka, to jak pomiędzy nimi przeskakuje jest zrealizowane naprawdę porządnie. Tu jednak minus, ponieważ pojawił się motyw, którego bardzo nie znoszę w filmach. W końcowej walce, po tym, jak Tony myślał, że Pepper zginęła „ubiera” w swoją zbroję Killiana, po czym włącza tryb autodestruckji. Wszyscy myślimy, że to już koniec, ale nie – Killian oczywiście wraca i dopiero Pepper go pokonuje. Nie lubię tego motywu, bo mam wrażenie, że to zawsze takie przedłużanie na siłę.

Na koniec jeszcze dodam, że wszystkie sceny Starka z dzieciakiem są urocze, jak i te, w których Tony włamuje się na posiadłość, gdzie przebywa Mandaryn. Nie ma swoje zbroi, ale właśnie za pomocą swojego intelektu i pomysłowości pokonuje kolejne przeszkody, pokazując, że jest naprawdę Iron Manem i nie potrzebuje do tego żadnych zbroi.

avengers
© 2012 Marvel

9. The Avengers

Mokry sen wszystkich fanów komiksów stał się faktem. W końcu na jednym ekranie spotkały się postacie z kilku filmów jednocześnie. To coś, co wcześniej wydawało się nie do pomyślenia tu udało się fantastycznie.

I właśnie to, że znaliśmy wcześniej już tych bohaterów, że nie trzeba było specjalnie nikogo tutaj przedstawiać, tylko od razu mogliśmy obserwować jak wszyscy reagują na siebie, jak wchodzą w interakcje, jak ścierają się ich charaktery jest jednym z najistotniejszych elementów filmu. Niezgadzający się ze sobą Steve i Tony, pojedynek Thora i Hulka, relacja Black Widow i Hawkeye’a i co do cholery stało się w Budapeszcie? Moment, kiedy wszyscy zbierają się razem w Nowym Jorku i po raz pierwszy widzimy ich w akcji w jednej z najbardziej ikonicznych scen MCU, kiedy kamera robi obrót wokół całej szóstki. Manipulujący wszystkimi Nick Fury, czy też Loki, jako antagonista, co wyniosło go do rangi jednej z najlepiej zarysowanych postaci w tym uniwersum. I tak, fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa, ale to wcale nie przeszkadza świetnie się bawić i chłonąć wszystkiego z ekranu.

Pamiętam, że jest to chyba też ostatni film aktorski, który widziałem w kinie z dubbingiem. Moje kino w rodzinnym mieście było wtedy świeżo po remoncie i w ramach promocji można być obejrzeć ten film za złotówkę. Poszliśmy z siostrą i jakie było nasze zdziwienie, gdy z głośników zamiast oryginalnych głosów aktorów usłyszeliśmy polskich. Tym bardziej, że wcześniej nie było informacji o tym, że film będzie wyświetlany z dubbingiem, a nie z napisami. Dobrze, że kilka dni wcześniej obejrzałem go w oryginale. To pozwoliło mi jakoś przetrwać, choć do tej pory nie mogę zapomnieć, jak Nick Fury polskim głosem mówi do Lokiego, żeby zostawił tę dzidę, co brzmiało tak komicznie i sprawiło, że niemal cała sala kinowa wybuchła śmiechem podczas seansu.

black panther.jpg
© 2017 – Disney/Marvel Studios

8. Black Panther

To jak do tej pory jedyny film w tym w roku, na którym byłem dwa razy w kinie. Głównie dlatego, że robiłem sobie powtórkę wszystkich filmów MCU i jeszcze przed kilkoma dniami wyświetlali go w kinie, do którego chodzę.

To pierwszy film super bohaterski, którego główną postacią jest postać o czarnym kolorze skory i jeśli ktoś myśli, że to nie ma znaczenia to jest w błędzie. To ma znaczenie. Jako czytelnicy chcemy utożsamiać się z bohaterami, których przygody czytamy i jeśli widzimy, że postać, którą lubimy, wygląda tak jak my to zwyczajnie czujemy się lepiej. Ktoś może powiedzieć, że tak wcale nie jest, że to nieprawda, że kolor skóry, płeć czy też preferencje seksualne nie mają znaczenia, ale to nie do końca prawda.

I jako przykład mogę posłużyć tutaj ja. Bo reprezentacja białych heteroseksulanych mężczyzn w popkulturze jest przeogromna i nie mam problemu znaleźć takiej, z którą mógłbym się utożsamiać. Tylko, że też znalazłbym tutaj swoją niszę.

Bo widzicie, choruję na bielactwo, czyli w dużym skrócie, moja skóra nie wytwarza melaniny, czyli pigmentu odpowiedzialnego za to, czy mamy jaśniejszy czy ciemniejszy kolor skóry lub włosów. Nie jest to żadna ciężka dolegliwość. Ot, mam pełno białych plam na ciele. Od twarzy, dłoni, przez łokcie, biodra, przód i tył kolan, przez plecy, gdzie wzdłuż kręgosłupa biegnie taki biały pas, kończący się na lędźwiach, po stopy, które są całe białe. I na pierwszy rzut oka tego nie widać, bo mam jasną karnację i mam taki typ charakteru, że ten mały defekt w ogóle mi to nie przeszkadza, a wręcz sprawia, że wyróżniam się trochę w tłumie.

Tylko dlaczego o tym piszę? Bo skoro ja, który ma bohaterów do wyboru mnóstwo, chciałbym i tak przeczytać jakiś komiks, w którym główna postać ma tę samą przypadłość co ja lub zobaczyć ją na ekranie, a to jest naprawdę bardzo niszowy problem, to co dopiero te wszystkie osoby o czarnym kolorze skóry, które były tak pomijane przez te wszystkie lata.

Dlatego właśnie Black Panther jest tak ważnym komiksowym filmem, takim jakim jest również Wonder Woman od DC. I fakt, że ta produkcja jest też tak dobra, do tego inna niż wszystkie dotychczasowe sprawiła, że film stał się światowym fenomenem.

Bo pierwszy raz mamy do czynienia tutaj z super bohaterem, który oprócz tego jest jeszcze królem, czego nie mieliśmy wcześniej okazji oglądać na dużym ekranie. Do tego cała kultura Wakandy, wierzenia, zwyczaje, cała tak otoczka wokół postaci Black Panthera są tak cudownie przedstawione, że chętnie obejrzałbym film w formie dokumentu tylko o tym. Plus całkiem dobry złoczyńca, co nie zdarza się często w filmach MCU i rewelacyjny drugi plan, w szczególności postacie kobiece, bez których nie wyobrażam sobie już kolejnego filmu o tym bohaterze.

spider-man homecoming 4
© 2017 CTMG, Inc.

7. Spider-Man: Homecoming

Po raz kolejny nie sposób nie docenić, jak MCU świetnie obsadza aktorów do ról w swoich filmach. Tom Holland jest fantastyczny zarówno jako Peter Parker, jak i Spider-Man. To dobry chłopak, chcący uratować jak najwięcej osób, ale momentami przez swój brak doświadczenia w tak uroczy sposób nieporadny, że nie sposób nie darzyć go sympatią.

Co również jest wartością dodaną w filmie, to że jest to taki origin story bez origin story. Bo widzę, jak łatwo można było wpaść tutaj w ramy właśnie takiego klasycznego pierwszego filmu przedstawiającego postać, co właśnie spotkało Doctora Strange’a a Spider-Manowi przez jego występ w Civil War udało się tego uniknąć. Fajne jest również to, że jest to mniejsza historia nie skupiająca się na ratowaniu świata, tylko skupiona w granicach tylko jednego miasta, a w sumie to nawet tylko jednej dzielnicy.

No i oczywiście Michael Keaton jako Vulture. To jeden z najlepszych złoczyńców w całym MCU, przez to, że jesteśmy w stanie zrozumieć jego motywacje i w jakiś sposób się z nim utożsamiać.

Jeśli ktoś chciałby wiedzieć więcej co myślę, o tym filmie, to tutaj jest jego recenzja, która swoją drogą była pierwszą recenzją filmową na tym blogu. A, i na koniec jeszcze wspomnę, że ta część przygód Spider-Mana podobała mi się tak bardzo, że była jednym z dwóch filmów, na których byłem w zeszłym roku dwa razy w kinie, ponieważ druga to kolejna pozycja na tej liście, czyli…

gotg vol 2.
© 2017 – Marvel/Disney

6. Guardians of the Galaxy Vol. 2

To drugi obok Spider-Mana film, na którym byłem w zeszłym roku dwa razy w kinie i kiedy teraz oglądałem go po raz trzeci bawiłem się równie dobrze, jak wtedy.

I wiem, że wobec tej produkcji pojawiają się zarzuty, że chce pewne rzeczy robić bardziej i mocniej od pierwszej części i jest w niej za bardzo „gunnowata”, ale mi to akurat w ogóle nie przeszkadza. Właśnie dzięki temu ogląda mi się go jeszcze przyjemniej, wiedząc, że James Gunn dostał wolną rękę i mógł zrobić, co tylko przyszło mu do głowy.

Uwielbiam pop kulturalne nawiązania, szczególnie tą związaną z Davidem Hasselhoffem i Mary Poppins, wszystkie niezręczne wypowiedzi Draxa, przemianę Rocketa, chemię i to „unspoken thing” pomiędzy Star Lordem a Gamorą, relacje tej ostatniej z Nebula, poświęcenie Yondu i scenę jego pogrzebu, która była wzruszająca do tego stopnia, że oczy szklą mi się za każdym razem, kiedy ja oglądam.

ant-man
© 2015 – Marvel/Disney

5. Ant-Man

To, co cenie tak bardzo w tym filmie to jego skala. I nie, nie jest to celowy żart związany z pomniejszaniem się głównego bohatera. Tak, jak w przypadku Spider-Mana podoba mi się, że historia rozgrywa się gdzieś na uboczu tego uniwersum, cała finałowa walka rozgrywa się na kolejce w pokoju małej dziewczynki, a Scott Lang chce zostać tylko i wyłącznie bohaterem w oczach swojej córki.

Kameralny charakter filmu wychodzi produkcji tylko na plus i ta, co pewnie zaskoczyło wiele osób, okazała się lepsza niż wyprodukowany w tym samym roku Age of Ultron. Szczególnie biorąc pod uwagę jak długi proces przeszedł film od momentu pisania scenariusza, po zmiany reżysera do żartów, jak można chcieć robić film, którego mocą jest kontrola nad mrówkami. Wyszło znakomicie.

Lubię go też ze względu na to, że to „heist movie”, a ja uwielbiam filmy, w których bohaterowie muszą się gdzieś włamać i coś wykraść prezentując skomplikowany plan, który zawsze gdzieś po drodze nawala. Za pokazanie w filmie super bohaterskim, że trudno jest znaleźć byłemu więźniowi pracę, za przełamanie stereotypu nowego, bucowatego faceta byłej żony, który na końcu okazuje się spoko gościem, a nie zwykłym dupkiem oraz za drugi plan z fantastycznym Michaelem Pena jako Luisem i jego prześmiesznymi retrospekcjami.

Dlatego właśnie druga część Ant-Mana jest jednym z tych filmów, na które czekam w tym roku najbardziej.

thor ragnarok
© 2017 – Disney/Marvel

4. Revengers Thor: Ragnarok

Jak często zdarza się, że trzecia część serii jest lepsza niż dwie poprzednie? Ile mieliśmy takich przypadków w historii kina? Pewnie niewiele, ale trzecia część przygód Thora jest na pewno jedna z nich.

To trochę nieoczekiwane jak dużo udało się wyciągnąć Taikki Waittiemu (mam nadzieję, że tak się to odmienia) z tej postaci. Nie spodziewałam się, że Thora da się przedstawić w tak oryginalny, ciekawy, a do tego humorystyczny sposób, bo wcześniej, co zresztą widać po mojej liście, Thor nie specjalnie mnie obchodził jako bohater. A właśnie ten film wprowadza powiew świeżości i pozwala spojrzeć inaczej nie tylko na lorda, ekhm… boga piorunów, ale również na inne postacie, jak najlepsze przedstawienie Bruce’a Bannera/Hulka oraz Lokiego i jego drogę od przeciwnika Thora i złoczyńcy do jego sojusznika i antybohatera.

Do tego po raz kolejny mamy okazję odwiedzić tę kosmiczną część marvelowego uniwersum, które, co zresztą widać po Sakaar, jest niesamowicie barwne i kolorowe, i bardzo chciałbym, żeby już po czwartej części Avengers tych filmów eksplorujących ten zakątek wykreowanego przez nich świata było jeszcze więcej.

civil war
© 2016 – Marvel Studios

3. Captain America: Civil War

Bracia Russo zrobili to ponownie. Po fantastycznym Zimowym Żołnierzu nakręcili film równie dobry jak poprzednia część przygód Steve’a Rogersa, a do tego potrafili wpleść w fabułę niemal wszystkie postacie, które dotychczas pojawiły się filmach MCU. I to w taki sposób, że każda z nich ma tutaj swój moment, żeby zabłyszczeć, a do tego osobistą motywację, by stanąć do walki, po jednej lub po drugiej stronie całego konfliktu.

Ten zresztą rozgrywa się na dwóch płaszczyznach, nie tylko ideologicznym, ale co może nawet ważniejsze osobistym. I właśnie ze względu na ten drugi wątek ten film jest tak ważny, bo czuć, jakimi emocjami targani są Stark i Cap w czasie ostatniej walki i doskonale jesteśmy w stanie zrozumieć każdego z nich. Do tego cała opowieść kończy się w takim momencie, że ich ponowne spotkanie na ekranie jest tym, na co czekam w nadchodzącym Infinity War najbardziej. I istnieje duże prawdopodobieństwo, że w ogóle do niego nie dojdzie i będziemy musieli na nie jeszcze poczekać do kolejnych Avengers.

Nie mogę też nie wspomnieć o tym, jak świetnie i bez zbędnego zabierania czasu ekranowego wprowadzono w tym filmie dwóch nowych bohaterów – Black Panthera i Spider-Mana przez co ich późniejsze solowe filmy ogląda się jeszcze przyjemniej i nie wpadają one w pułapkę typowego origin story.

Ach, no i jeszcze ta niesamowicie efektowna walka na lotnisku, która jest tak świetnie wyreżyserowana, gdzie nie sposób obawiać się o los każdej z postaci, bo przecież między sobą nie walczą ci dobrzy z tymi złymi, tylko ci dobrzy z tymi dobrymi. Chyba najlepsza scena akcji w filmach super bohaterskich i pamiętam, że aż podskoczyłem w kinie na fotelu, kiedy Ant-Man zamienił się w Giant-Mana. #TeamCap

gotg
© 2013 – Marvel Studio

2. Guardians of the Galaxy

To drugi po Zimowym Żołnierzu film, który mogę oglądać non stop. Pierwsi Strażnicy Galaktyki byli czymś tak innym i nowym w tym uniwersum, ale też w ogóle w filmach super bohaterskich, że pokochałem go od razu. Za jego niekonwencjonalny styl, barwne, nieszablonowe postacie i najlepszą ścieżkę dźwiękową z wszystkich filmów MCU, którą co jakiś czas sobie odświeżam. I zawsze słucham od początku do końca.

I tak, złoczyńca jest przerysowany i bardziej wzbudza uśmiech politowania niż lęk, pewne elementy są w tej produkcji, bo studio chciało, żeby w niej były, ale to w żaden sposób nie odbiera przyjemności z oglądania.

Plus pokażcie mi drugi film, w którym wzruszamy się w chwili, w której gadający szop żegna się ze swoim najlepszym przyjacielem, który jest wielkim, gadającym drzewem i poświęca się, by ocalić pozostałych członków drużyny. No właśnie. We are Groot.

winter soldier 2
© 2013 – Marvel Studios

1. Captain America: The Winter Sodlier

Zdecydowany numer 1. Przede wszystkim za to, że pokazał, iż produkcje super bohaterskie mogą być czymś więcej i opowiadać o ważnych problemach dotyczących współczesnego świata. To coś, czego zazwyczaj nie doświadcza się w tego typu filmach.

Jest to również film, który odczarował mi Kapitana Amerykę i sprawił, że ten stał się moją ulubioną postacią w tym uniwersum. Tak samo miałem zresztą w przypadku Supermana po przeczytaniu komiksu All-Star Superman od Granta Morrisona i Franka Quitely’ego, którego najmocniej polecam wszystkim czytającym ten wpis. To właśnie tutaj Steve jest wystawiony na próbę, a ideały w które wierzył i służył obracają się przeciwko niemu.

Nie mogę też nie wspomnieć o jego relacji z Black Widow i bardzo dobrze, że nie próbowali zarysować między nimi jakiegoś romansu, tylko pokazali ich jako przyjaciół. Plus oczywiście fantastyczna choreografia scen walk, od tych na statku z początku filmu, gdzie Rogers po kolei eliminuje kolejnych przeciwników, przez scenę w windzie czy też niesamowitą sekwencję na autostradzie, kończącą się pojedynkiem pomiędzy Buckym a Capem, po wreszcie całą finałową walkę z Hydrą.

No i to by było na tyle. Tak wygląda moja lista i tak jak pisałem na początku, to jest moja lista, więc jeśli kogoś z was jest inna niech to w porządku. Po prostu napiszcie jak wygląda wasza. Komentarze są do waszej dyspozycji. A nam pozostaje mieć nadzieję, że następne filmy z MCU będą równały poziomem do tych najlepszych produkcji, tak by następnym razem ułożenie jej było jeszcze trudniejsze niż teraz.

2 myśli na temat “Ranking filmów Marvel Cinematic Universe

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s