Justice League

Ciężko jest mi dość jednoznacznie oceniać wyświetlaną właśnie na ekranach kin odsłonę przygód największych bohaterów ze stajni DC. Głównie z powodu tego, że ten film powstawał w wielkich bólach. Po pierwsze dlatego, że z poprzednich czterech filmów z tego uniwersum tylko Wonder Woman (i może trochę Man of Steel) okazała się oglądalną produkcją. Po drugie całość wychodzi od Batman v Superman, które jest dla mnie jednym z największych rozczarowań w historii kina, jakie widziałem i po trzecie ze względu na zmianę reżysera pod koniec produkcji Justice League.

Zacka Snydera ze względu na rodzinną tragedię zastąpił Joss Whedon i musiał przerobić część z tego co pozostawił mu w spadku jego poprzednik. Wiązało się to oczywiście z przepisywaniem scenariusza, dość sporymi dokrętkami oraz przemontowaniem filmu. I to widać.

Momentami bez problemu jesteśmy w stanie powiedzieć za które sceny odpowiedzialne był Snyder, a za które Whedon. Obaj reżyserzy mają zupełnie inny styl, zupełnie na co innego zwracają uwagę i niestety odbija się to na jakości całej produkcji. Snyder szedł dalej w kierunku, w którym wyreżyserował BvS, natomiast Whedon, który jest odpowiedzialny m.in. za dwie części Avengers skupił się głównie na postaciach i pokazaniu jak różne są to charaktery. I kiedy skończyłem oglądać film pomyślałem, że szkoda, że to Whedon od początku sam nie odpowiadał za ten projekt. Wyszłoby pewnie dużo lepiej. Ale przejdźmy do szczegółów.

Fabularnie ten film leży. Przylatuje wielki zły z armią obcych chcąc podbić ziemię, a bohaterowie mają za zadanie go powstrzymać, po drodze starając się stworzyć rozumiejący się zespół. I jako, że mamy tu reżysera Avengersów na stanowisku pozwolę sobie odnieść się trochę do tej produkcji.

Tam to zadziałało dlatego, że już wcześniej każdemu bohaterowi (poza Black Widow i Hawkeyem, którzy i tak pojawili się w jednym z wcześniejszych filmów) zadedykowano własny film i od razu można było przejść do rzeczy. Tutaj sporą część obrazu musimy poświęcić na przestawienie bohaterów. I jak w Avengers wiedzieliśmy już kim są Iron Man, Thor, Czarna Wdowa czy Kapitan Ameryka, tak tutaj dopiero poznajemy kim są Flash, Aquaman i Cyborg. I niestety nie działa to najlepiej, bo zwyczajnie zabiera czas ekranowy, który można było przeznaczyć na inne rzeczy, takie jak np. główny zły tego filmu.

No właśnie. Główny przeciwnik naszej Ligi Sprawiedliwości. Podsumowując to jeden z najgorszych złoczyńców, jacy kiedykolwiek pojawili się w filmach superbohaterskich. Steppenwolf jest jak ci villani z kart komiksu ze srebrnej ery, którzy krzyczą jacy to są źli i chcą zniszczyć lub podbić świat. Nie reprezentuje sobą absolutnie nic godnego uwagi. Ot, przeciwnik, z którym mają się zmierzyć nasi bohaterowie. Absolutnie nic więcej.

Nie tylko jednak fabuła i złoczyńca stoją tutaj na niskim poziomie. Problemem są również efekty specjalne, które momentami wyglądają naprawdę fatalnie i widać, że przez kłopoty z produkcją i kosztowne dokrętki nie zostały zrobione tak, jak należy. Dodatkowo mnie osobiście bardzo irytował ten czerwony filtr, który można zaobserwować w zwiastunie, a który jest nałożony w ostatnim akcie filmu.

I tak jak oprawa wizualna do gustu mi specjalnie nie przypadła, tak już muzyka w tym filmie jest naprawdę dobra. Odpowiedzialny za ścieżkę dźwiękową Danny Elfman wykonał świetną pracę, nie tylko dobierając odpowiednie utwory, ale także przemycił do filmu klasyczne motywy muzyczne z Batmana Tima Burtona z 1989, który skądinąd sam stworzył oraz Supermana z 1978, za który odpowiedzialny jest John Williams. Takie puszczenie oka do fanów tamtych produkcji.

Justice League 2

Tak trochę cały czas narzekam, więc czy są jakieś plusy tego filmu poza muzyką? Jak najbardziej. Bohaterowie, których naprawdę da się lubić i którzy momentami mają naprawdę fajną chemię między sobą. Nie wszyscy są na plus, ale o tym zaraz.

Przede wszystkim Wonder Woman. Mamy tu kontynuacje tego, co mogliśmy oglądać w jej solowym występie, więc jeśli ktoś polubił ją wtedy będzie cieszył się z tego, jak wypada na ekranie. A, no i ja jestem totalnie zauroczony Gal Gadot w tej roli, także złego słowa na jej temat z mojej strony nie usłyszycie. Bądź nie przeczytacie.

Aquaman również jak najbardziej na plus i widać, że Jason Momoa miał jak dużo frajdy wcielając się w tę postać. Po tym występie jeszcze bardziej czekam na jego solową produkcję.

Flash jest nierówny. Momentami jest naprawdę bardzo zabawną, fajną postacią, szczególnie w scenach ze swoim ojcem, z kolei w innych bywa momentami trochę męczący i nijaki. To chyba bardziej wina scenariusza, niż samego aktora, a może moje własne czepialstwo. Mam wrażenie, że jego żarty są czasem strasznie wymuszone. 

Niemniej jedną z fajniejszych rzeczy w filmie jest sposób w jaki przedstawiono poruszanie się Flasha. Zwolnione tempo w połączeniu z otaczającymi go błyskawicami wygląda naprawdę świetnie.

Bardzo pozytywnie z kolei zaskoczył mnie Cyborg, bo jak nigdy nie byłem fanem tego bohatera w komiksach, tak Ray Fisher wykonał tutaj dobrą pracę sprzedając mi tragizm tej postaci, która musi poradzić sobie w nowej sytuacji. Z tym, że jest już trochę bardziej maszyną niż człowiekiem i nie umie sobie z tym do końca poradzić.

Najbardziej rozczarowany jestem jednak Batmanem. Miałem momentami wrażenie, że Ben Affleck jest zwyczajnie zmęczony tą rolą i najchętniej przestałby się wcielać w rolę Mrocznego Rycerza. Poza tym Batman to zawsze była niesamowicie inteligentną osoba przygotowaną na każdą sytuację, z niesamowitym zmysłem taktycznym i strategicznym, który dodatkowo miał jeszcze kilka asów w rękawie i dlatego był tak cennym członkiem Ligi Sprawiedliwości. Tutaj tego nie widać i mi to przeszkadza, bo to nie jest Batman jakiego znam, jakiego lubię i jakiego chcę oglądać. 

Oglądać za to chcę, i nie jest to spojler, bo był w większości materiałów promocyjnych, Supermana. To zdecydowanie najjaśniejszy punkt tego filmu. W końcu jest tutaj tym symbolem optymizmu i nadziei, którym powinien być od zawsze, a nie tą smutną i nie potrafiącą się odnaleźć w świecie wersją z BvS czy Man of Steel. Widać, że Henry Cavill z przyjemnością wszedł w buty tego nowego, uśmiechniętego Supermana i właśnie takiego Supermana z tego filmu chciałbym zobaczyć raz jeszcze w jego solowych przygodach. Nie będę mówił w jaki sposób wrócił, zdradzę tylko, że moment w którym pojawia się w swoim kolorowym stroju, a nie w tej szaroburej wersji z BvS jest jedną z najlepszych chwil w całej produkcji.

Justice League 4

Podsumowując czy warto zatem wybrać się na Justice League do kina? Tak. Pomimo tych wszystkich wad, o których pisałem wcześniej całość oglądało się całkiem nieźle i jeśli się przymknie oko na pewne sprawy można się naprawdę dobrze bawić. Tym bardziej mając na uwadze te wszystkie problemy, z którymi musiał sobie radzić ten film. Ta produkcja, podobnie jak Superman w tym filmie, a wcześniej Wonder Woman w swoim solowym występie, daje nadzieje, że może coś dobrego z tego filmowego uniwersum DC da się jeszcze wykrzesać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s